Witajcie kochani. Przenoszę się. Znajdziecie mnie od dzisiaj tutaj: pamiętnik-pandorci. Szczegóły przenosin podałam tam. Uwzględnię Wasze blogi na nowym moim blogu, ale to z czasem, bo teraz niestety nie mam na to czasu...
Żegnam i zapraszam do nowego mojego świata! :)
Witam w nowym roku! Zbierałam się cholernie długo na tą notkę- wiem bowiem jakie nieść będzie ze sobą konsekwencje... Jednakże czuję, że muszę przelać te wszystkie myśli- i to właśnie dzisiaj, nie kiedy indziej- teraz, gdy w mieszkaniu zalega tak bloga cisza, że słyszę tylko lekko szumiący swym elektronicznym oddechem laptop na moich kolanach. Jest tak, jak powinno być- wreszcie mogę się skoncentrować i zrelacjonować, to co mnie dręczy.
Dzień mojego powrotu z rodzinnych Mazur do Wrocławia był złym dniem, pełnym pośpiechu, zbyt krótkich pożegnań, których tak nie lubię; pełen zimna i tłoku- sytuacja na PKP naprawdę zaczyna mnie przerażać. Osiem godzin, ściśnięta jak sardynka w puszce, przemarznięta do szpiku kości, czytająca z zapartym tchem "Wielkanocną paradę" autorstwa Richarda Yatesa- miałam mieszane uczucia, co do powrotu. Każdy taki powrót nastraja mnie złowrogo, przygnębia swą szarością i przygniata beznadziejnością, która wchłaniana jest razem z tlenem przez moje płuca do mojej krwi. To były złe święta, wizyta 'znienawidzonych' ciotek i wujków- wszyscy tak samo czepiający się mojej pulchnej postury; dni pełne ciszy i dni pełne dziwnej tęsknoty- czułam się jak duch oglądający życie swojej byłej rodziny.
Gdy wpadłam w Twe ramiona, nie potrafiłam odgadnąć moich uczuć- łzy wzbierały miarowo plamiąc Twój ciemny t-shirt, a Ty lekko gładziłeś me włosy, tuląc do swojej zbolałej piersi- dobrze wiem, jak cierpisz widząc mnie w takim stanie. Szeptałeś słowa, których nie chciałam słyszeć, bo tak naprawdę nie pomogą... ale Twój głos, dotyk ciepła- zawsze koił moje myśli i zranione serce.
Sylwester zaczął się od sprzątania- w tym roku nasze mieszkanko nawiedziła kochana Monia i nasz wspólny znajomy z grupy Leszek :) Wspólnie przygotowaliśmy Nuggetsy z kurczaka, była również sałatka owocowa z jogurtem truskawkowym, było również ciasto, które upiekłam gdy nasi goście do nas zawitali :) Oglądaliśmy "Zombieland", śmialiśmy się i wygłupialiśmy- wszystko byłoby naprawdę fajnie, gdyby nie pogarszające się moje zdrowie. Mimo to udał nam się ten Sylwester, udał :D I było tak śmiesznie jak graliśmy w "Jounle Speed'a" :D I nawet Malibu z mlekiem smakowało i szampan za pięć złotych :D I fajerwerki z rynku było cudownie widać!! OBY TEN ROK BYŁ LEPSZY! : )
Co do podsumowań... w tym roku takowych nie będzie- nie chcę i już. Wiem, że poprzedni rok przyniósł bardzo dużo dobrych przeżyć- pełno wycieczek, koncertów, spotkań z nowymi ludźmi, zacieśniania przyjaźni... ale gdzieś zawsze były te wszystkie złe chwile... które żyją nadal we mnie i, które nie daję mi spokoju... :( Gdybym miała dość siły i optymizmu w sobie, żyłabym tymi dobrymi wspomnieniami- niestety, zamiast optymizmu rodzi się nostalgia a za nią przygnębienie.
Muszę zebrać się w sobie, by sprawić, by ten rok był pełen tylko tych dobrych chwil- żadnych złych, żadnych kłótni i łez...
Dzisiaj razem z Monią byłyśmy w kinie, jak przystało na dobre uczennice- nie poszłyśmy na zajęcia z nudnej ekonomiki, a zamiast tego wylądowałyśmy na seansie w kinie. W końcu udało nam się pójść na "Harry'ego Pottera i Insygnia śmierci", część pierwsza :D Co do filmu, niedługo pewnie pojawi się jego recenzja na moim blogu (jak tylko uporam się z jutrzejszym egzaminem z języka angielskiego ;P), dodam tylko, że mi się podobał :) Potem poszłyśmy na 'obiad' do KFC, a potem zajrzałyśmy jeszcze do 'Taniej Książki' : ) Bardzo miły dzień i mimo potwornego zmęczenia (w nocy przez niewyobrażalny ból głosy spałam może dosłownie dwie godzinki .___.) zaliczam go do pierwszych dobrych dni w tym nowym roku! <3
Mam nadzieję, że i Wasze WSZYSTKIE dni będą tak udane i pełne szczęścia, w tym nowym roku! :3
Łukaszku, kocham Cię i dziękuję za wszystko, co dla mnie robisz :*
Zapraszam na stronę internetową Julii: tutaj. Znajdziecie na
niej recenzje książek, filmów, opowiadania, wiersze
młodych twórców, przewodniki podróżnicze i pomoce
naukowe! :) Zapraszam cieplutko :*
recenzje książkowe || recenzje filmowe || pytania || lastfm
|| blogspot || filmweb || my anime list || misspandora || weheartit
Psst. Zdjęcie, które pojawia się w tej notce jest mojego autorstwa.
Moja podróż do Olsztyna, na moje ukochane Mazury przebiegła mi jakoś dziwnie... Całą podróż czytałam ostatnią część "Harry'ego Pottera..." (oczywiście wcześniej jakoś nie mogłam jej przeczytać- może z żalu? albo z głupiego myślenia, że już wyrosłam z tych książek, które przecież towarzyszyły mi przez całe dzieciństwo i okres nastoletnich wybryków i buntu...?), prawie w ogóle nie spałam, ludzi w pociągu było naprawdę dużo, głównie przez likwidację połączeń i opóźnień. Mój pociąg był opóźniony o 40 minut i mimo usilnych próśb, pociąg do Szczytna i mojej rodzinnej miejscowości nie poczekał na nas, a naprawdę wiele osób miało nadzieję, że zdążą na ten pociąg. Wiele osób nie miało jak dojechać do rodzinnych domów, gdyż był to ostatni pociąg... ;/
W każdym bądź razie, pojechałam pociągiem następnym, a w Szczytnie odebrał mnie Sebastian, mój kuzyn.
Dzień przed Wigilią, jak co roku pojechaliśmy do leśniczego w Olszynach po choinkę, i mimo późnej pory, udało nam się dorwać całkiem ładne drzewko. (Ja, jako zagorzała elokożka i niepoprawna sentymentalistka nie wiem co mam myśleć o takim procederze... ) W Wigilię dopiero ubieraliśmy drzewko, w całym domu na moment roztaczał się zapach świerka, później został brutalnie zabity za fetor dymu tytoniowego. Tak to jest, jak w rodzinie są palacze, których nic nie obchodzi zdrowie innych. pff.
W nocy z 23 na 24 przeczytałam "Harry'ego Pottera i Insygnia Śmierci", tak żyję tą powieścią, że po nocach śni mi się Snape- moja ulubiona powieść z całej sagi, tak myślę. I chyba wymyśliłam temat na opowiadanie :) Oczywiście, nie będzie to nic niezwykle oryginalnego... ale zawsze coś. Nie chcę już stać w miejscu...
Wigilia przebiegła jakoś mało wybuchowo. Chyba wszyscy nakrzyczeli się i nakłócili przed samą wieczerzą... Nie lubię świąt w mojej rodzinie. Jestem naiwna, bo co roku myślę, że będzie inaczej, że będzie ten klimat rodzinnych, prawdziwych świąt pełen wesołości i ciepła domowego ogniska... NIGDY tak nie jest. W tym roku psychicznie już nie wytrzymuję... Nie dość, że dzień przed moim wyjazdem pokłóciłam się z Łukaszem, jedyną osobą, która mnie rozumie i akceptuję taką jaką jestem, to teraz jeszcze to... te wszystkie docinki na temat mojej wagi, te wszystkie utyskiwania na temat tego, że jestem tak daleko... jakbym nie miała dość przez całe życie... mogliby chociaż jeden dzień przestać... chociaż raz... ;/
Dzisiaj zawitała do nas ciotka Wioleta, Dajana i wujek Marek. Potem przyszła ciocia Danusia, Michał i wujek Marek. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie obgadywali mnie przy mnie... jakbym była przezroczysta... ;/
Boże, błagam, chociaż raz daj spokój mojej rodzinie na święta, chociaż raz spraw byśmy bez kłótni mogli spędzić te kilka wspólnych dni...
Chciałam naładować baterie... nic z tego ;/
Łukaszku, kocham Cię :*
Zapraszam na stronę internetową Julii: tutaj. Znajdziecie na
niej recenzje książek, filmów, opowiadania, wiersze
młodych twórców, przewodniki podróżnicze i pomoce
naukowe! :) Zapraszam cieplutko :*
recenzje książkowe || recenzje filmowe || pytania || lastfm
|| blogspot || filmweb || my anime list || misspandora || weheartit
Mogłabym pisać i pisać, ale chyba najważniejsze jest to, by te święta były dla Was niezapomniane i spędzone z osobami nam najważniejszymi- bez kłótni, stresu przedświątecznych przygotowań i przez żadnych przykrych niespodzianek! :)