Moja podróż do Olsztyna, na moje ukochane Mazury przebiegła mi jakoś dziwnie... Całą podróż czytałam ostatnią część "Harry'ego Pottera..." (oczywiście wcześniej jakoś nie mogłam jej przeczytać- może z żalu? albo z głupiego myślenia, że już wyrosłam z tych książek, które przecież towarzyszyły mi przez całe dzieciństwo i okres nastoletnich wybryków i buntu...?), prawie w ogóle nie spałam, ludzi w pociągu było naprawdę dużo, głównie przez likwidację połączeń i opóźnień. Mój pociąg był opóźniony o 40 minut i mimo usilnych próśb, pociąg do Szczytna i mojej rodzinnej miejscowości nie poczekał na nas, a naprawdę wiele osób miało nadzieję, że zdążą na ten pociąg. Wiele osób nie miało jak dojechać do rodzinnych domów, gdyż był to ostatni pociąg... ;/
W każdym bądź razie, pojechałam pociągiem następnym, a w Szczytnie odebrał mnie Sebastian, mój kuzyn.
Dzień przed Wigilią, jak co roku pojechaliśmy do leśniczego w Olszynach po choinkę, i mimo późnej pory, udało nam się dorwać całkiem ładne drzewko. (Ja, jako zagorzała elokożka i niepoprawna sentymentalistka nie wiem co mam myśleć o takim procederze... ) W Wigilię dopiero ubieraliśmy drzewko, w całym domu na moment roztaczał się zapach świerka, później został brutalnie zabity za fetor dymu tytoniowego. Tak to jest, jak w rodzinie są palacze, których nic nie obchodzi zdrowie innych. pff.
W nocy z 23 na 24 przeczytałam "Harry'ego Pottera i Insygnia Śmierci", tak żyję tą powieścią, że po nocach śni mi się Snape- moja ulubiona powieść z całej sagi, tak myślę. I chyba wymyśliłam temat na opowiadanie :) Oczywiście, nie będzie to nic niezwykle oryginalnego... ale zawsze coś. Nie chcę już stać w miejscu...
Wigilia przebiegła jakoś mało wybuchowo. Chyba wszyscy nakrzyczeli się i nakłócili przed samą wieczerzą... Nie lubię świąt w mojej rodzinie. Jestem naiwna, bo co roku myślę, że będzie inaczej, że będzie ten klimat rodzinnych, prawdziwych świąt pełen wesołości i ciepła domowego ogniska... NIGDY tak nie jest. W tym roku psychicznie już nie wytrzymuję... Nie dość, że dzień przed moim wyjazdem pokłóciłam się z Łukaszem, jedyną osobą, która mnie rozumie i akceptuję taką jaką jestem, to teraz jeszcze to... te wszystkie docinki na temat mojej wagi, te wszystkie utyskiwania na temat tego, że jestem tak daleko... jakbym nie miała dość przez całe życie... mogliby chociaż jeden dzień przestać... chociaż raz... ;/
Dzisiaj zawitała do nas ciotka Wioleta, Dajana i wujek Marek. Potem przyszła ciocia Danusia, Michał i wujek Marek. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie obgadywali mnie przy mnie... jakbym była przezroczysta... ;/
Boże, błagam, chociaż raz daj spokój mojej rodzinie na święta, chociaż raz spraw byśmy bez kłótni mogli spędzić te kilka wspólnych dni...
Chciałam naładować baterie... nic z tego ;/
Łukaszku, kocham Cię :*
Zapraszam na stronę internetową Julii: tutaj. Znajdziecie na
niej recenzje książek, filmów, opowiadania, wiersze
młodych twórców, przewodniki podróżnicze i pomoce
naukowe! :) Zapraszam cieplutko :*
recenzje książkowe || recenzje filmowe || pytania || lastfm
|| blogspot || filmweb || my anime list || misspandora || weheartit